Mama pojechala, w miedzyczasie monitor sie zjaral, niezle sie pisze na klawiaturze na jednym biurku, majac monitor na innym. I nie, nie chce mi sie go przestawiac.
Kontunuujac watek z poprzedniej notki – znalazlam Klub Przedszkolaka, zaraz kolo domu, jupi. Feler polega na tym, ze tam od trzech lat. Ale mysle sobie: Dwa lata trzy lata, co za roznica, chodz Stachu idziemy.
A tam na dziendoberek, w czasie kiedy klamalam wychowawczyni co do wieku [Dwa i pol ma, Ma'am, nie mowi no, mamy skierowanie do logopedy, ale jest bardzo samodzielny srututu] no wiec podczas, kiedy wyjasnialam jakiego doroslego mam syna, on uznal za stosowne wystraszyc sie wrzeszczacych dzieci, poryczec i wskoczyc mi na rece. Zilustrowal.
A na samych zajeciach porazka – te bobasy tam wierszyk wkuwaly, spiewaly, w jakies tam gadane gry graly.
A Stachu rzecz jasna nie spiewal, bo niby jak. Wrzeszczal “jeszcze jeszcze” jak skonczyli spiewac, ale przeciez nie o to chodzi. I jak juz zebral sie na odwage, zeby mi zlezc z kolan – zaczal sie nudzic, krzesla przesuwac, liczyc na glos rozne rzeczy ["tsy, pik"], wreczac mi buty z zamiarem opuszczenia lokalu. A oni tam dydaktyke w tym czasie produkowali.
I w ogole sadzilam, ze Stas jak na swoj wiek duzy jest, a jak sobie porownalam to taka drobinka.
Tak, ze jakby ktos pytal to miedzy 3 a 2 istnieje podobna roznica co miedzy 1 a 2. Kto by pomyslal.
Wiec chyba nam nie wyjdzie. Moze za pol roku, jak dociagnie poziomem.