Thivt’s Blog

grudzień 6, 2009

………

Zaszufladkowany do: Uncategorized — thivt @ 6:54 pm

Stasiowski lata bez pieluchy. Czekalam, az bedzie gotowy, ale wszystko wskazywalo na to, ze w ten sposob do roboty pojdzie a ja mu przed wyjsciem pampka bede zakladac. Podobnie jak z cycem, czekalam az sie sam odstawi, pff. Do teraz by ciagnal. To juz rok jak go odstawilam, wcale nie tesknie.

Wiec zdjelam pieluche i oslablam, bo przez pierwsze dwie godziny musialam go piec razy przebierac. Dzis juz mialam tylko siedem par spodni do prania wieczorem. I skarpet i majtek. Jupi. Niech jeszcze kot dostanie nawrotu sikania po meblach to latwiej bedzie to mieszkanie spalic niz doczyscic.

listopad 21, 2009

…….

Zaszufladkowany do: Uncategorized — thivt @ 9:00 pm

Mowic nie mowi ale zaczal stosowac, jak by to ujac, fragmentaryzacje zadan, zeby dopiac celu.

Ojciec go usypia. Stachu woli, kiedy ja to robie.

- Mamu, mamuuuu!!! Tatu papa.

Marcin zero reakcji.

Chwila ciszy, wyglada na to, ze bobas zapomnial i zmienil subject.

- Kika! [otworz drzwi] [no sory, on tak naprawde mowi]

Marcin uchyla, sadzac, ze dziecko chce troche swiatla przy zasypianiu.

- Tatu PAPA! – i lapa wskazuje otwarte drzwi.

 

Albo siedze sobie na kanapie i pije herbate. Dziecko stara sie mnie naklonic, zebym sie z nim pobawila. Wtyka mi do reki koc, na ktorym mam go pociagac po mieszkaniu.

- Nie, mama teraz sobie odpoczywa. Potem.

Stas odchodzi. Wraca.

- Mamo, kawa tu – i wskazuje stolik.

Odstawiam filizanke, niech mu bedzie.

Szybko leci po koc i mi go wtyka. Z mina uzywana przy kontaktach z ludzmi umyslowo opoznionymi.

 

listopad 19, 2009

….

Zaszufladkowany do: Uncategorized — thivt @ 9:04 pm

Nie pisze, bo mlody przestal spac w dzien i nie mam czasu na nic. Co tam. Chorowalismy, z czego ja ciezej ale Stachu dluzej. Ale juz ok. Przynajmniej na razie.

Jak to bylo? jak cos napiszesz to od razu sie zesra? Jednym pewnikiem u Stasia bylo to, ze je, wszystko i w duzych ilosciach. No to przestal. Poczatkowo myslelismy, ze to przez katar ale katar poszedl a mlody dalej nie je. Juz mam dosc, dzis mu proponowalam dwa obiady i trzy kolacje. Nie ustnie, zrobilam je i podetknelam pod nos. Stachu ma bardzo stanowczy sposob mowienia NIE polaczony z takim potrzasaniem glowy, od ktorego ja osobiscie od razu bym sie pohaftowala.

No nic, jeszcze troche pocwaniakuje i sie dorobi kompleksowych badan na wszystko, co mu sie raczej nie spodoba.

W zwiazku z ogolna zaraza wsrod dzieci [poczekalnia u naszego pediatry to normalne wesole miasteczko, od 8 do 18 non stop kolo 20 zasmarkancow sie zabawia] darowalismy sobie zajecia przedszkolne. Nie chce mi sie nosa obcierac na okraglo.

 

Naprawde nie zamierzalam pisac o dziecku, mialam pare glebokich przemyslen na tematy ogolne. Umknely mi. Moze wroca.

 

listopad 4, 2009

Krakra

Zaszufladkowany do: Uncategorized — thivt @ 8:43 pm

A w nosie mam przedszkole. Wczoraj spedzilismy tam poltorej godziny, dzis po poludniu Stachowi juz z nosa cieklo a mnie kaszel dusil.  Stas jak Stas, katar mu sie przydarza, ale ja do cholery nie choruje nigdy.

Po ostatniej chorobie malego staly w kuchni jego lekarstwa, a ja co pomyslalam, ze trzeba je w koncu schowac to zabobon w glowie gadal “jak schowasz to zobaczysz, ze sie zaraz pochoruje”.  A wczoraj w koncu je schowalam. Tadam.

 

A tu Stachu przedszkolak. A ten pierwszy od lewej tylem to maly zasmarkaniec, ktory sprzedal nam wirusa.

20091103-001

 

październik 30, 2009

Zaszufladkowany do: Uncategorized — thivt @ 4:16 pm

Zimno sie zrobilo, chyba trzeba bedzie zaczac grzac. Choc sama nie wiem, moze to tylko ja bo Stachu lata goly a termometr w domu stale pokazuje 22 stopnie. Ale w sierpniu tez pokazywal 22, wiec raczej mu nie ufam.

 

Wszedzie pelno dyn wiec wzielam dzis cwiartke, bo ladny kolor miala. Kto by pomyslal, ze zasmazana dynia jest taka dobra. Jakos nie mam weny na gotowanie – dziecko i tak zje wszystko a chlop pakuje, zabiera do pracy i nawet nie wiem czy mu smakowalo wiec mi sie nie chce szarpac i starac.

 

Jakos czas temu postanowilam nie stosowac przemocy w szeroko pojetym procesie wychowywania. Znaczy klapsow w dupe, zeby nie bylo.

I o ile na malego wplyw ma to dobry [bo i tak nie skutkowalo a tylko sie wsciekal] to kocury najwyrazniej tego potrzebuja. Rozwydrzyly sie jak dziadowski bicz. Normalnie usiasc sie nie da bo od razu ktorys sie pakuje na kolana, szaleja i mordy dra, kiedy dziecko spi. No naprawde, jak nie recznie to jak cos wytlumaczyc gluchemu kotu? ;p

październik 29, 2009

tytultytulnieznoszetytulow

Zaszufladkowany do: Uncategorized — thivt @ 2:37 pm

Mama pojechala, w miedzyczasie monitor sie zjaral, niezle sie pisze na klawiaturze na jednym biurku, majac monitor na innym. I nie, nie chce mi sie go przestawiac.

Kontunuujac watek z poprzedniej notki – znalazlam Klub Przedszkolaka, zaraz kolo domu, jupi. Feler polega na tym, ze tam od trzech lat. Ale mysle sobie: Dwa lata trzy lata, co za roznica, chodz Stachu idziemy.

A tam na dziendoberek, w czasie kiedy klamalam wychowawczyni co do wieku [Dwa i pol ma, Ma'am, nie mowi no, mamy skierowanie do logopedy, ale jest bardzo samodzielny srututu] no wiec podczas, kiedy wyjasnialam jakiego doroslego mam syna, on uznal za stosowne wystraszyc sie wrzeszczacych dzieci, poryczec i wskoczyc mi na rece. Zilustrowal.

A na samych zajeciach porazka – te bobasy tam wierszyk wkuwaly, spiewaly, w jakies tam gadane gry graly.
A Stachu rzecz jasna nie spiewal, bo niby jak. Wrzeszczal “jeszcze jeszcze” jak skonczyli spiewac, ale przeciez nie o to chodzi. I jak juz zebral sie na odwage, zeby mi zlezc z kolan – zaczal sie nudzic, krzesla przesuwac, liczyc na glos rozne rzeczy ["tsy, pik"], wreczac mi buty z zamiarem opuszczenia lokalu. A oni tam dydaktyke w tym czasie produkowali.
I w ogole sadzilam, ze Stas jak na swoj wiek duzy jest, a jak sobie porownalam to taka drobinka.

Tak, ze jakby ktos pytal to miedzy 3 a 2 istnieje podobna roznica co miedzy 1 a 2. Kto by pomyslal.
Wiec chyba nam nie wyjdzie. Moze za pol roku, jak dociagnie poziomem.

październik 21, 2009

Zaszufladkowany do: Uncategorized — thivt @ 3:06 pm

Jutro zjezdza mama. Bedzie mozna sie urwac do kina, spacery za mnie bedzie odwalac, zapas mrozonych obiadow pewnie zrobi. Fajnie, niemniej musze pamietac, zeby jutro koniecznie kupic melise. Albo pol litra i schowac pod naszym lozkiem. Choc to poczuje, nosa zawsze miala jak pies policyjny.

Swoja droga zawsze sie zastanawialam jak to sie niby dzieje, ze na filmach np. zona chla od lat cichaczem a maz nic nie wie, dopiero jak sie zaczyna wywracac. Niby jak to mozliwe? Marcin mowi, ze w Stanach maja wodke bez smaku i zapachu. Ze niby nie wali woda od narabanego? Nie wierze. Uwierze jak zobacze. Mogl mi przywiezc taka flache swego czasu, szkoda, ze dopiero teraz pomyslalam.

Stachu mnie dobija z dziennym spaniem. Od dluzszego czasu powoli rezygnuje z drzemek. Tylko, ze wtedy od czwartej jest nie do zycia. I spoko nawet, jak mozna bylo w lecie wyjsc, rozruszal sie i o 20 szedl spac. A teraz przeciez go z glutem nie bede na ciemno i zimno wyciagac. Skutek tego jest taki, ze pada o 15 czy 16, spi 2, 3 godziny a o polozeniu go na noc powaznie mozna pomyslec grubo po 21. Zasypia kolo 23. I tym sposobem nie mam wieczoru.

Obdzwonilam wszystkie przedszkola w okolicy. W tym pieknym miescie nie ma, po prostu nie ma miejsca, gdzie mozna zaprowadzic dzieciaka na 3 godziny dziennie, zeby sie pobawil z rowiesnikami a matka cos zalatwila. Albo chocby na dupie w szatni posiedziala. A na zwykle pelnoetatowe przedszkole za maly. A zlobki to juz dajcie spokoj, masakra, trzeba znac kogos, kto zna kogos kto wie z kim sie trzeba przespac, zeby sie miejsce znalazlo.

Zupelnie mi przez ta zime zdziczeje jak czegos nie wymysle.

październik 19, 2009

Jejeje

Zaszufladkowany do: Uncategorized — thivt @ 11:54 am

Nastapila wielkopomna chwila. Pierwszy raz w zyciu wszedl do lozeczka, poprosil o “mlieko” i misia, zgodzil sie na przykrycie koldra i bez wolania mnie ani wymyslania rozrywek zasnal calkiem sam.

Nic to, ze jest chory i byl zmeczony i pewnie wieczorem sie to nie powtorzy, fakt sie liczy i trzeba odnotowac.

Gluta ma po pas i choc potrafi wydmuchac nos to tego nie zrobi bo tak.

Nocnik musielismy mu kupic nowy bo na zwyklym z kaczuszka bylo niewygodnie. Wszystkim wygodnie, jemu nie, ksieciunio za dyche. W kazdym razie teraz wysiedzi piec minut ale trzeba sie produkowac i ksiazki mu pokazywac.
Ale sikac tam nie bedzie. Potrafi posadzony po nocy trzymac tak dlugo az sie poddam i zaloze mu pieluche. Podobnie przed kapiela – nie warto do nocnika skoro tak fajnie sie leje do wody.
Ekologiczne podejscie.

październik 16, 2009

Gadanie

Zaszufladkowany do: Uncategorized — thivt @ 1:35 pm

Bede wdzieczna, kiedy zasob slownictwa zacznie nadazac za rozlicznymi zainteresowaniami dziecka mego. Nie wiedziec czemu lapie slowa, ktore malo mu sie przydaja jak konewka czy karetka, a reszte komunikacji obsluguja dzwiekonasladowcze i paluch wskazujacy z okrzykiem “a to!” i “jeszcze”. Co bywa meczace.
Obiad. Stachu rzuca widelcem: – A to? – i pokazuje polke z przyprawami.
- Co chcesz?
- A to!
- To? [pokazuje ziele angielskie, lubi sie tym bawic]
- [cisza]
- To co chcesz?
- A TO!
- Pieprz?
- A TO! A TO! [palec skierowany w blizej niesprecyzowana dal]
- CO?
- ATOATOATO!!!!

Albo analogicznie. Pora snu, wgramala sie do lozeczka.
- Jeszcze.
- Co jeszcze?
- Jeszczeee.
- Pospiewac ci? O misiu?
- Nie.
- To co?
- Jeszczejeszczejeszcze.

Odrebna galezia jest slowotworstwo.
Co jakis czas wyskakiwalo slowo “sipiki”. Na rozne rzeczy pokazywal, w roznych okolicznosciach. Po dluzszym czasie Marcin zalapal.
Robiac rozne rzeczy, wchodzac po schodach dajmy na to, glosno mu liczylam. W bajkach tez sie z tym spotyka i zna forme graficzna cyfr.
Ja licze: trzy cztery piec.
Stas: [t]si, pik [czworki nie lubi wiec ja ignoruje]

I wyszlo mu, ze kazde slowo pisane to sipiki. Znak drogowy to sipik, baner reklamowy sipik a ksiazka to juz w ogole mnostwo sipikow. Proste.

październik 15, 2009

Grawitacja

Zaszufladkowany do: Uncategorized — thivt @ 12:49 pm

Wracam do pisania, bo okazalo sie, ze zupelnie zardzewialam i sensownego zdania nie potrafie sklecic, gdy wysylam aplikacje o prace [o prace, do pracy, w sprawie pracy? no wlasnie]

O dziecku, bo o czymze.
Stachu miewa co jakis czas Dzien Samobojcy. Jest wzgledny spokoj, cisza a tu nagle jebut, nadchodzi dzien, w ktorym robi tyle glupot, ze mozg staje.
Najbardziej spektakularne bylo wywrocenie zaladowanej szklem zmywarki na siebie. Ot, dziecko otwarlo klape i skik na nia. A to gowno przewrocilo sie na malego, szuflady pelne potluczonych szklanek i nozow wysunely sie na niego a ciezki blat spadl. Na szczescie mnie na noge a nie na jego plecy. Nic mu sie o dziwo nie stalo, pare drobnych skaleczen.
Ale to dawno bylo, juz sie nie trzese jak wspominam.

A wczoraj wlazl sam na parapet i wygladal sobie [klamki niezabezpieczone, tylko przesunac]. Potem psiknal sobie w ryjek z 50 razy odswiezaczem powietrza, a potem tak sie wspinal i wylazil z lozeczka, ze w koncu wypadl, przywalil glowa w glebe i jeszcze salto zaliczyl. Zasadniczo nie wierzy w grawitacje to moje dziecko.

A dzis ciezko chory. Katar.

Następna strona »

Blog na WordPress.com.